Marzenia ….

Marzenia trzeba starać się zrealizować. Jako dzieciak do tej pory pamiętam pocztówkę od cioci, która akurat zwiedzała Lazurowe Wybrzeże. Zobaczyć Paryż i Lazurowe były moimi marzeniami. Z Paryżem się udało wcześniej – w końcu ciocia tam mieszka, choć śmieszne, że stało się to tak późno. Teraz przyszedł czas na Lazurowe Wybrzeże. To również jest komiczne – w dzisiejszych czasach prawie 45-letni człowiek dopiero jest w miejscu, gdzie w dzisiejszych czasach chwilka lotu samolotem lub sporo h jazdy autem bez problemu realizuje to marzenie. Nie będę się zagłębiał się w szczegóły dlaczego tak to wyszło. Zrobiłem bardzo wiele głupot aby to osiągnąć, a rozwiązanie było o wiele bardziej proste. Przykre, że na to wcześniej nie wpadłem tylko szarpałem się z nudnym życiem, które prowadziłem bez możliwości poznawania takich miejsc, To co piszę zrozumie tylko taki wariat jak ja😁 Szkoda, że sam, ale na 45 urodziny ciągle jeszcze będę na Lazurowym Wybrzeżu – tam gdzie powinienem być już wiele lat temu.

 

Prowadzenie bloga = dostęp do internetu …

Jednym z krajów, które często odwiedzam, a w którym nawet obecnie jestem to Francja. I tutaj porada, zarówno dla kierowców jak i kogoś kto dużo podróżuje po Europie. Niestety EU umożliwiło operatorom komórkowym stosowanie dopłat za roaming jeśli koś przebywa częściej w jego zasięgu. I tak mój „kochany” operator Orange po 4 miesiącach mojej jazdy stwierdził, że chcę go oszukać i zastosował tzw.”politykę uczciwego korzystania z roamingu”. Co to znaczy ? Że średnio miesięcznie musiałem dopłacać ok. 100 zł do rachunku i to przy oszczędnym korzystaniu z internetu.

No i tutaj wracamy do Francji. W tym kraju jest chyba najlepsza oferta na rynku operatora Free Mobile. Za niecałe 20 EUR miesięcznie mamy 100GB danych we Francji i 25GB w roamingu. Dzięki temu znowu mogłem pomyśleć o prowadzeniu tego bloga. Kartę SIM możemy kupić w jednym z automatów, ich lista jest na ich stronie. Sama karta kosztuje jednorazowo 10 EUR, do rejestracji potrzebujemy adres korespondencyjny we Francji – może być jakikolwiek, oraz karta płatnicza czy kredytowa, którą zapłacimy za usługę.

Co się zmieniło ???

Przede wszystkim samochód, z dodatkowym miejscem z tyłu tzw. „back space”, czyli podobnie jak w większych autach, choć oczywiście nie może się z nimi równać.
Przepraszam  za bałagan 😉

Ponieważ przyzwyczaiłem się do tzw. „kurnika” czyli spania na dachu wybrałem opcję z dwoma miejscami do spania. Jak to działa, kiedy się jeździ w pojedynkę ? U mnie dół to część dzienna, gdzie zamontowałem TV pełniący też funkcję monitora, pod łóżkiem są schowki, jest rozkładany stolik. Jeśli jest czas tylko na krótką drzemkę to też raczej wybieram dolne spanie. Jednak jeśli chcę się wyspać to wskakuję na górę do „kurnika”. Czuję się tam bezpieczniej, jest szerzej i mam obustronne uchylne okienka co daje przewiew w ciepłe dni czy noce.

Sam samochód to oplowska wersja Renault Master czyli Opel Movano, który poza nazwą i znaczkiem niczym się nie różni od Renówki. Zabudowa 8 paletowa – przy tej kabinie to optymalny wybór. Dalej mamy samochód, którym wjedzie się prawie wszędzie 👍

No to jedziemy …

Zaczynam prowadzić bloga na nowa w środka stycznia, choć pozmieniało się – mam nadzieję na lepsze – od 2 grudnia 2019 roku.
Dzisiaj stoję w mieście Brescia, miasto regionu Lombardia we Włoszech oczywiście.
Trasa z Kolonii (w Niemczech oczywiście ;-)), a dokładnie z targów chyba wyposażenia wnętrz, czyli branży mi dosyć znanej z poprzedniej działalności. No, ale ja nie o tym – kto podejmował lub zrzucał ładunek na jakichkolwiek targach wie ile z tym problemów. Z tego względu wyjechałem dosyć późno bo około 14-stej. Odległość prawie 1000km, trzeba ominąć z towarem na pace Szwajcarię, więc kierunek na Innsbruck i przełęcz Brennero.
10km przed adresem mały parking, 4h snu czyli w sam raz 😉 i o 8 melduję się na miejscu. No i zupełnie niepotrzebnie, ponieważ to sklep czynny dopiero od godziny 10. No, ale wszystko pozytywnie zakończone, niestety poza tym, że mamy drugą połowę stycznia i kiepsko z ładunkami. Tak więc dzisiaj przerwa, miejmy nadzieję, że jutro coś się ciekawego znajdzie 👍

W końcu zachód ….

No i udało się – wyrwałem się choć na chwilę z północno-zachodnich Niemiec.

Wprawdzie z pogodą średnio to jednak przyjemnie się jechało trasą Rostock – Fulda. Dystans w sam raz – niecałe 600 km. Jutro rozładunek w tym mieście, które mi się kojarzy z oponami, ale podejrzewam, że jest o wiele ciekawsze. Niestety pewnie czas nie dopisze na zwiedzanie. Tą samą nazwę nosi również rzeka, którą przekraczałem jadąc autostradą A7.

Postój ok. 20 km od celu na przyjemnym parkingu z restauracją, w której właśnie siedzę i piszę ten tekst.

Żeby nie było, że tylko zwiedzam :-) …

Skąd w ogóle weekend w Rostocku ? Ano stąd, że w ostatni tydzień spedytor organizuje ładunki i rozładunki w okolicach Hamburga, zahaczając ciągle o byłe DDR. Nie, żebym jakoś dzielił te dwie części Niemiec, ale jednak różnice widać mimo tylu lat, które upłynęły od zjednoczenia. Ma to swoje dobre strony, np. nie ma problemu ze znalezieniem miejsca na parkingu, gdzie np. w Zagłębiu po godzinie 20-stej nawet jadąc busem jest problem z miejscem.

No, ale w ostatni czwartek i piątek to była w ogóle tragedia. Jeździłem dla spedycji niemieckiej na zasadzie załadunek i 6 miejsc rozładunku w czwartek i 4 w piątek w okolicach właśnie Rostocku. Jak by tego było mało to ładunki były też 6 metrowe gdzie skrzynię mam 4 metrową. W piątek ostatni rozładunek zakończyłem o 15:40 gdzie firma zamykała się o 16-stej. No ale się udało i nie zostałem z tym na poniedziałek. Jutro tylko zrzucę 12 pustych palet oraz papiery w spedycji i lecę w dłuższą trasę. Już wytłumaczyłem spedytorowi, że wszystko fajnie i wszystkiego trzeba spróbować, ale ja od takiej „kurierki” wolę trasę 1000 km – przynajmniej nie trzeba sześć razy skakać po aucie. No, ale podobno są tacy, którzy o takie kursy jak moje czwartkowe i piątkowe się zabijają …

II wyjazd …

Czwartek, czwarty dzień II wyjazdu. Zdążyłem już ponownie odwiedzić Monachium, przejechać się wzdłuż jeziora bodeńskiego, podziwiać panoramę Frankfurtu nocą i rozkoszować się początkiem pięknej jesieni w Niemczech. Znane jest określenie „złota polska jesień” – no cóż Niemcy mają złotą niemiecką jesień i jest równie piękna szczególnie w górach. Dzisiaj miałem okazję się o tym przekonać – piękna pogoda, słońce, 21 stopni i piękne kolory z przewagą złotych liści drzew w dolinach i zielonej alpejskiej trawy. Głupia sprawa, ale miałem pilną dostawę – załadunek oraz rozładunek w ten sam dzień i nawet fotki nie zrobiłem, aby podzielić się wrażeniami. No, ale nic straconego – jeszcze będzie okazja. W każdym bądź razie w okolicach jeziora bodeńskiego winogrona już zebrane, ale w sadach jabłka jeszcze wiszą na jabłoniach gdzieniegdzie.

Wyjazd zaczął się intensywnie – 4 dni i 3300 km – nie ma czasu na nudę 👍

Tydzień 39 …

Dawno nie pisałem, a to dlatego, iż ostatni tydzień 4-tygodniowego wyjazdu był aż nadto intensywny. Zaliczyłem pierwszy odbiór towaru z targów w Monachium, a wracając pierwszy kontakt z niemiecką policją, który szczęście w nieszczęściu skończył się „tylko” mandatem 130 EUR za SMSa (mój najdroższy w życiu). Mogło być gorzej bo byłem o ok. 300 kg przeładowany, ale wdając się w gadkę trochę po angielsku, a trochę po niemiecku przekonałem ich, że to tylko graty z targów i ważą nie więcej niż 1000 kg, a papierów mi nie dali.

Po weekendzie zaliczyłem kursy południe – północ Niemiec i powtórkę, ale tym razem zahaczyłem o Austrię. W tym ostatnim tygodniu zrobiłem więcej km niż w 2 poprzednie. No, ale było warto pomijając ten mandat.