Hanower …

kolejne miasto, które niestety w wyniku ostatniej wojny światowej mocno ucierpiało. Na pewno warto zobaczyć ratusz, przejść się ulicami miasta, ale od razu widać, że miasto wyglądało kiedyś inaczej.

Jak w każdym niemieckim mieście przyjemnie czuć zbliżające się święta – głównie słodki zapach grzanego wina. Razem z przejściem z parkingu do najbliższego przystanku tramwajowego przeszedłem 20 km, więc jest gdzie pochodzić. Szkoda, że pogoda średnia – niebo zachmurzone, śniegu brak …

Koniec 5 tygodnia w trasie …

został jeszcze tydzień i pora wracać. Przez te 5 tygodni przejechałem prawie 17 tys. km. Do niedawna tyle robiłem w rok 😁. Mimo tylu dni za kółkiem i ciągle tylko jednego kraju dalej mi się to nie nudzi. Dzisiaj byłem aż zmartwiony, że trasa z Bremy do rozładunku w poniedziałek to 150 km. Nie wiedziałem co z czasem zrobić 😂. Ale plus jest taki, że weekend wypada koło Hanoweru, miasta mi jeszcze nieznanego, choć przejeżdżałem koło niego już dziesiątki razy. Zobaczymy jak jutro z pogodą będzie i trzeba w końcu się ruszyć. Ostatnie dwa weekendy były pod tym względem kiepskie.

Gdzieś w Bawarii …

Konie …

Zawsze uważałem i tyle o tym czytałem, że koń to najważniejsze zwierzę w naszej historii. Tyle, że u nas chyba zapomina się o tym pięknym zwierzęciu lub może ja nie miałem okazji się z nimi spotkać w naszym kraju. Za to tutaj w Niemczech na każdym kroku je widzę – na pastwiskach, jadące w przyczepie autostradą. Piękne zwierzęta, z którymi do tej pory nie miałem jakiegoś większego kontaktu, a które są takie piękne, mądre i tyle im zawdzięczamy. Jak tylko je widzę to podchodzę, a one zaciekawione podchodzą do mnie. Dzisiaj miałem okazję je poobserwować i mógłbym tak na nie patrzyć godzinami ….

Jakaś odmiana …

Choć raz na jakiś czas dobrze jest wjechać do innego kraju niż Niemcy. Tym razem po raz drugi padło na Luksemburg. Małe bo małe, ale sympatyczne miejsce, gdzie jak wie każdy międzynarodowy kierowca można najtaniej zatankować ON co też uczynię jutro rano ponieważ zostaję tutaj na noc. Dzisiaj już raz tankowałem więc ze względu na limit karty kolejne jutro, a że bak już prawie pusty to się dobrze złożyło.

Zaczęło niestety padać, ale przynajmniej jest względnie ciepło czyli 7 stopni co oznacza, że przy moim śpiworze nie ma sensu odpalać ogrzewania postojowego. Zauważyłem, że w „kurniku” zawsze jest o 7-8 stopni więcej niż temperatura na zewnątrz, więc ok dla mnie – nie lubię się przegrzewać.

Brak czasu ….

i trochę chęci na pisanie bloga. W wolnej chwili wolę poczytać książkę, szczególnie że ostatnie tytuły mnie mocno wciągnęły. Wygląda na to, że ten wyjazd będzie podobny jak ostatni pod względem przejechanych kilometrów. Kończy się 4 tydzień, a za mną już 13 tys. km. Ale to nie koniec – ze względów praktycznych i finansowych zostaję do świąt więc to będzie wyjazd 6-tygodniowy. Potem przerwa do Nowego Roku i znowu w trasę 😀

Z Fryburgiem nie wyszło, ale wycieczka była cudowna …

Jednak szczęście do pogody mnie nie opuściło. Niesprzyjające połączenia do Fryburga zmusiły mnie to zwiedzenia okolicy. I to było kolejne szczęście – bo w końcu ile można zwiedzać miasta ? Okolice miejscowości Schallstadt to przede wszystkim winnica górująca nad miasteczkiem, ale też i okoliczne pola i łąki. Coś pięknego szczególnie przy takiej pogodzie. Niestety mam problem z dodaniem fotek, ale nawet one nie oddają uroku tych pięknych miejsc.

Przeszedłem coś koło 14-15 km i wcale nie chciało mi się wracać. Nawet w Chorwacji nie zdarzyło mi się chodzić wśród winorośli – w sumie sam nie wiem dlaczego. Nawet udało mi się skubnąć pozostałości winogron – niesamowicie słodkie.

Piękne miejsce, które kolejny raz potwierdza, że Niemcy to malowniczy kraj. Do tego widok pobliskich gór, ehhh trzeba poprawić kondycję bo one mnie cały czas wzywają wiedząc jak bardzo je kocham …

Paradoks ? …

Nigdy nie przejechałem tylu kilometrów samochodem w tak krótkim czasie i nigdy nie pokonałem tylu kilometrów na piechotę – teoretycznie sprzeczne ze sobą stwierdzenia dotyczące tego samego okresu czasu. Jednak tylko pozornie – dzięki temu, że jestem ciągle w różnych miejscach to mam ochotę na zwiedzanie okolicy. Siedząc na miejscu i będąc w kiepskim stanie psychicznym nawet nie chciało mi się wychodzić z domu bo i po co ? Praca mnie dobijała, otoczenie znam – jaki to ma sens dla kogoś takiego jak ja, który szybko się nudzi znajomą okolicą ? Dzisiaj 15 km na piechotę i nie ma weekendu abym mniej więcej tyle nie zrobił. No, a to dopiero początek – nie mogę doczekać się długich dni, gdzie w tygodniu będzie można skoczyć na krótki spacerek.

Nie chce mi się spać …

Coś ze mną nie tak, stoję właśnie w okolicach Fryburga, dojechałem tutaj około 1 w nocy, wziąłem prysznic i zleciało do prawie 3 w nocy, a zrobiłem dzisiaj 1075 km. Przejeżdżam tą trasą już któryś raz i ciągle mi się nie nudzi. Przeprawa przez góry w okolicach Kassel to dalej wyzwanie, choć tym razem na pace mam tylko 500 kg, a zdarzyło mi się już jechać z 1500 kg. No, a Frankfurt nocą za każdym razem mnie zachwyca.

Niestety szczęście do pogody mnie chyba opuściło, ponieważ pada deszcz, ale mam nadzieję że nie pokrzyżuje to moich planów zwiedzania Fryburga. Ewentualnie podjadę bliżej miejsca docelowego bardziej w górach i przy granicy ze Szwajcarią, ale o tym będę myślał dzisiaj jak się wyśpię. Dobranoc.