Niedziela …

Idąc za ciosem również dzisiaj zrobiłem sobie 11 kilometrowy spacerek. Tym razem po drugiej stronie autostrady do miejscowości Schwarzach am Main https://pl.wikipedia.org/wiki/Schwarzach_am_Main?wprov=sfla1 leżącej jak sama nazwa wskazuje nad Menem, choć przez środek miasteczka przepływa jego dopływ – rzeczka o tej samej nazwie co miejscowość.

Można tutaj przede wszystkim zwiedzić zakon Benedyktynów no i oczywiście pospacerować nad Menem co też zresztą uczyniłem.

Pogoda dzisiaj była jeszcze brzydsza niż wczoraj – wiało i odczuwalna temperatura była poniżej zera, tak więc nie było zbyt przyjemnie. Śniegu i słońca brak.

Jutro trzy miejsca rozładunku – zaczynamy od godziny 7 więc kładę się wcześniej spać. Wprawdzie mam tylko 61 km do pierwszego miejsca, ale większość trasy poza autostradą.

Test mapki z moimi wędrówkami ..

Tak to wyglądało dzisiaj. Od tygodnia używam programu, który działa w tle i codziennie zapisuje plik .gpx ze ścieżką. Potem można go otworzyć każdym programem, który odczytuje taki plik. Fajna sprawa, bo czasami nawet nie wiem dokładnie jak jechałem czy szedłem, a teraz na spokojnie mogę sobie to odtworzyć i np. poczytać o miejscach, które mijałem lub zaplanować kolejne zwiedzanie. Poniższa mapka wygląda jak wygląda, ale ściągnąłem ją wczesniej do programu GPX Viewer Pro, dzięki czemu jest offline. Program do rejestracji pliku .gpx nazywa się GPSLogger i faktycznie nie drenuje zasobów i baterii smartfona.

Weekend …

No nareszcie się ruszyłem. Wprawdzie pogoda nie zachęca, ale zdałem sobie sprawę, że nie wytrzymam kolejnego weekendu w aucie. Co innego jazda, a co innego stanie na parkingu, książkę dobrze jest poczytać, ale nie cały dzień !

W dzisiejszą sobotę szwędałem się po okolicznych rezerwatach, lasach, polach i odwiedziłem dwie miejscowości Kleinlangheim https://pl.wikipedia.org/wiki/Kleinlangheim?wprov=sfla1 oraz Großlangheim https://pl.wikipedia.org/wiki/Gro%C3%9Flangheim?wprov=sfla1

Małe, ale urocze. W sumie przeszedłem prawie 14 km, bywało więcej, ale i tak jest dobrze.

Szkoda tylko, że pogoda kiepska, ale dzięki temu jest okazja aby tutaj zatrzymać się wiosną lub latem bo naprawdę to urocza okolica.

Dzisiaj zdałem sobie sprawę, jaki głupi byłem, że pozbyłem się sprzętu foto i został mi tylko smartfon. Szczególnie zamarzyłem, aby mieć ze sobą swojego dawnego ciężkiego Nikona z obiektywem 70-300. Teraz już rozumiem po co taki sprzęt – przeżyłbym jego wagę, aby tylko móc „ustrzelić” kilka ptaszków. Bo tak się złożyło, że te rezerwaty to głównie siedliska lęgowe ptaków. Mądry Polak po szkodzie – trzeba było trzymać sprzęt bo nigdy nie wiadomo jak się życie potoczy. W „poprzednim życiu” nie miałem kiedy, komu, czemu, a przedewszystkim ochoty robić zdjęć, a teraz moja praca jest stworzona do tego, aby znowu zacząć fascynować się fotografią. Nawet kosztem komfortu dźwigając ciężka lustrzankę – no nic, może kiedyś uzbieram i odkupię taki zestaw jaki miałem – teraz to by było marzenie 😁 …

Znaki drogowe …

Wspominałem juz, że przekraczając granicę niemiecko-polską mam wrażenie jakbym wjeżdżał do obcego kraju ? Nie – nie jest to nic złego, po prostu tak się przyzwyczaiłem do niemieckich oznaczeń dróg, że wjeżdżając do Polski i widząc np. żółty kolor w znaku „ustąp pierwszeństwa A-7” (tutaj jest to kolor biały) coś mi nie pasuje 😁 Dotyczy to wszystkich znaków w trójkącie 😁 Do tego dochodzą jeszcze oznaczenia kierunków, itp.

Jedna rzecz mnie denerwuje – u nas ograniczenie prędkości odwołuje skrzyżowanie – w Niemczech musi być znak, który je odwołuje. Problem w tym, że czasami tych znaków nie ma lub są po lewej stronie co łatwo można przeoczyć. I wtedy zachodzi pytanie – czy ufać nawigacji, która pokazuje dozwoloną prędkość 100 km/h, czy może dalej jechać 70-tką bo żadnego znaku odwołującego nie zauważyłem 😁

Zima …

Zaniedbałem swojego bloga, ale i też mało zwiedzałem poza oczywiście widokami za kółkiem. A te są niesamowite jak i pora roku – nigdy czegoś takiego nie przeżyłem. Np. dzisiaj rano – trzy rozładunki: pierwszy – mnóstwo świeżego śniegu, 15 km dalej jeszcze więcej, kolejne 40 km śniegu brak – zielone pola i łąki. To są właśnie uroki zróżnicowanego ukształtowania terenu. Wjeżdżam wyżej w góry – pełno śniegu, zjeżdżam w doliny i niziny – zielono. Nie czuć natomiast jakoś bardzo negatywnych stron zimy, no może poza tym czymś co sypią na ulice i drogi, a co osadza się na szybach i lusterkach. Ale coś za coś – ważne, że wszędzie można wjechać bez obawy o poślizg.

Trzeci weekend w tym roku na trasie …

Mam nadzieję, że w końcu ruszę dupę i trochę pochodzę. Wprawdzie okolice Rostocka znam jak własną kieszeń, ale ruszyć się trzeba. Na planowane miejsce postoju ściągnęła mnie policja do kontroli. Tym razem obyło się bez mandatu, dokumenty i ładunek bez zastrzeżeń. A policja ? Znowu wyjdę na fana Niemiec, ale aż miło przechodzić takie kontrole. Sympatycznie bez robienia niepotrzebnych problemów, nawet trochę po polsku można było pogadać. Przy okazji pozdrawiam funkcjonariusza policji autostradowej z Dummerstorf, który ma kolegę Andrzeja z Polski 👍 Może kiedyś to przeczyta 😁

Nowy rok, nowe (stare) trasy …

Od czwartku znowu na trasie … Dobrze znowu wrócić na nie, choć po takiej długiej przerwie nie chciało się wyjeżdżać z domu. Na parkingach jeszcze pustawo, nie ma zbyt wielu zleceń, ale powoli wszystko się rozkręci – w końcu to Niemcy. U mnie na pace towar na czasie – lemiesz do pługu śnieżnego – czyżby w Rostocku miał sypać śnieg ? Na razie się nie zanosi 😁

Podsumowanie roku 2018 …

Właściwie chciałbym o nim zapomnieć – był tragiczny i nie zmienia tego faktu to, że pod koniec zacząłem sobie jakimś cudem powoli radzić. Nie udałoby by się to gdyby nie moi najbliżsi i to, że zacząłem robić coś co uwielbiam i co pozwoliło mi oderwać się od tego co doprowadziło mnie na dno, które potem jeszcze przebiłem …

No cóż, ostatni wyjazd przeciągnąłem do 6 tygodni. Przejechałem ponad 20 tys. km i chyba tylko taki wariat jak ja by się z tego cieszył 😁 Za to tym bardziej doceniłem pobyt w domu gdzie mogłem nacieszyć się moimi kochanymi dziewczynami i zwierzakami.

Jutro poniedziałek …

dzisiaj nagle zdałem sobie sprawę, że zanim zacząłem jeździć to fakt nadejścia poniedziałku był dla mnie koszmarem. Nieważne czy chodziłem do szkoły czy zaczynałem nowy tydzień w swojej firmie. Dla mnie to był kolejny „dzień świstaka”. Jutro wprawdzie wiem gdzie mam dwa rozładunki, ale gdzie będę miał załadunek, co będę wiózł i dokąd ??? Tego jeszcze nie wiem i to jest dla mnie zajebiste 😁 …

Rower ..

ciekawostka, o której nie miałem pojęcia. Jeszcze niedawno wszyscy śmiali się z chińskich miast, że jeżdżą same rowery. Teraz widać tam tylko same samochody. Hanower – kolejne niemieckie miasto, w którym widzę w grudniu przy temperaturze bliskiej 0 stopni masę rowerzystów i zaparkowanych wszędzie rowerów. Rano rodzice odwożą dzieci rowerami do przedszkoli i szkół. Oczywiście nie oszukujmy się – jest też ogromna ilość samochodów. Inaczej nie byłoby korków. Ale nie wiem co by było, gdyby część mieszkańców nie przesiadła się na rowery. Tutaj miejski rower jest dostępny przez cały rok bez względu na pogodę, ścieżki rowerowe i skrzyżowania są dostosowane do ruchu rowerowego. Na rowerach jeździ każda grupa wiekowa – od dzieciaków po staruszków, ci co mają już problem z nadmiernym wysiłkiem fizycznym jeżdżą rowerami ze wspomaganiem elektrycznym. Dla mnie jazda rowerem zimą to już był ekstremalny wyczyn, ale pod wpływem tego co widzę zmieniam zdanie. Nasze społeczeństwo ma problem z jakimkolwiek wysiłkiem fizycznym (oczywiście to lekkie uogólnienie), a tutaj widzę, że na nowo odkrywają przyjemność z wysiłku fizycznego, a do tego praktyczność takiej formy transportu, szczególnie w mieście. Oczywiście nie oznacza to, że również nie wożą tyłków swoimi Audi czy innymi BMW 😁