Aeroport Lille -> Aeroport Marsylia ….

Ostatni piątek – już myślałem, że „zakwitnę” w Lille. Znana okolica, już raz byłem tutaj na weekend, pogoda nieszczególna, zimno -2 stopnie C. Po porannym rozładunku stanąłem w okolicy w oczekiwaniu na kolejne zlecenie. Godziny mijały, zdążyłem się zdrzemnąć po poprzedniej trasie z Mediolanu. I dobrze zrobiłem bo o 16 wpadło zlecenie – załadunek na lotnisku w Lille z dostawą na lotnisko … na Lazurowym Wybrzeżu czy jak to woli riwierze francuskiej, a dokładniej okolice Marsylii. Trasa ponad 1000km „nacjonalkami”, bo jak zwykle nikt za autostradę nie dopłaci. No i dobrze – nie lubię autostrad, łatwiej można zasnąć z nudów. No, a że 16h zamiast 10h ? Trudno, jest cała noc, bo towar trzeba dostarczyć w sobotę do godziny 14-stej. Świadomość kierunku i to, że 1000km wpadnie do puli skutecznie motywuje do jazdy 🙂

Trasa minęła bez większych niespodzianek, 15 minut snu w chwili kryzysu i cel osiągnięty. O poranku szybko zapomniałem o śnie 🙂

I znowu zaniedbałem bloga …

głównie dlatego, że tracę sens jego prowadzenia, to co przez ten czas przeżyłem i tak jest nie do opisania 😁 No może trochę przesadzam …

Co się działo ? Przejechałem Szwajcarię od Zurichu po Genewę z dostawą na lotnisko. Oprócz tego zwiedziłem większość austriackich Alp łącznie z dostawą na targi w Klagenfurcie, a wczesniej załadunkiem w Innsbrucku. Jak ktoś mnie zna to wie, że widok Alp był dla mnie niesamowitym przeżyciem tym bardziej, że pierwszy raz widziałem je zimą. Tyle, że takie zimy to lubię, śniegu pełno, a ja w krótkim rękawku chodziłem 😁 Wiosna w lutym – dlaczego nie ? Szkoda, że na nartach nie jeżdżę, bo przejechałem chyba przez najbardziej popularne austriackie kurorty 😁 Długo by pisać, a i tak się tego nie opisze. Szkoda tylko, że teraz jest jakieś załamanie pogody, bo marzec zapowiada się gorzej niż luty. Taka jakaś anomalia. No ale byle do kalendarzowej wiosny, bo ta w lutym to był tylko przedsmak mam nadzieję 😉

Badenia-Wirtembergia …

i przepiękne okolice uzdrowiska Baden-Baden. Byłem już na weekend w tych rejonach pod koniec listopada 2018 w okolicach Fryburga i już wtedy mogłem śmiało powiedzieć, że to jeden z najpiękniejszych regionów Niemiec. I to ze sporą gwarancją słonecznej pogody. W ten weekend pogoda zwariowała, zaczęły latać owady łącznie z motylami. Dzisiaj do pobliskiego miasteczka Sinzheim wybrałem się na krótki rękaw, a gdybym miał krótkie spodenki to też bym je założył. Temperatura w słońcu przekraczała 20 stopni – w połowie lutego !

Wczoraj wybrałem się na dłuższą wycieczkę. Za cel wybrałem sobie widoczną z parkingu wieżę RTV Fremersbergturm udostępnioną jako punkt widokowy i to bez żadnej opłaty. Została wybudowana na wzniesieniu o wysokości 524m, a żeby podziwiać z niej całą panoramę okolicy trzeba jeszcze wejść na taras po 144 krętych schodach. Warto, widok oszałamiający ! Do tego wcześniejsza trasa do celu, najpierw przez pola, potem powoli w górę między winnicami, aż w końcu wejście do lasu, który przywitał mnie niesamowitym śpiewem ptaków i odgłosem pracy dzięcioła.

Ponieważ z okolic wieży do uzdrowiska Baden-Baden miałem już tylko 3,5 km to żal było sobie je odpuścić, tym bardziej że z parkingu to 10 km, więc wybór był prosty, aczkolwiek ze względu na ilość km ryzykowny. Kiedyś zdarzało mi się chodzić po górach, ale chyba nigdy nie pokonałem dystansu 30 km na nogach. W sumie razem ze zwiedzaniem, przerwami, cała wycieczka zajęła mi ponad 7 godzin.

Wracając do Baden-Baden. Urocze miasteczko, widać że bardzo popularne wśród turystów. Jeśli w lutym przy ładnej pogodzie tylu ich było to latem musi w nim być niesamowity ścisk. Przyjemnie jednak było pospacerować jego uliczkami i podziwiać piękne budynki. Niestety ze względu na przebyte już 20 km i czas bo jednak wolałem nie wracać po ciemku to i nie mogłem zbyt długo w nim zabawić. Szkoda, bo miasto ma bogatą historię sięgającą nawet czasów Rzymian i z pewnością wielu miejsc nie zobaczyłem. Czy warto je odwiedzić ? Oczywiście, choć niekoniecznie w sezonie jeśli nie lubicie natłoku turystów.

Kilka fotek z wycieczki dodam jak będę w zasięgu wifi. Ci, którzy korzystają z Instagrama zapraszam na swój profil bo tam fotki już są.

W końcu Szwajcaria …

no i się udało, do kolekcji krajów europejskich doszła nigdy przeze mnie nie widziana Szwajcaria. I to w jakim stylu – trasa przez Zurich, Brno, rozładunek na lotnisku w Genewie i powrót przez Bazylee 😁 Pół roku minie w lutym, a ja widziałem więcej niż przez 14 lat siedząc w biurze.

Trochę się stresowałem, bo odprawa celna, nieznany kraj, itp. Jednak wszystko poszło bez problemu. A jeśli ktoś miał dostawę na lotnisko międzynarodowe to wie jakie to rodzi problemy. Jednak wiedząc, że dostawa dotyczy budowy to nie miałem problemu aby znaleźć pkt docelowy. No a, że Genewa leży w kantonie francuskojęzycznym ? No problem, tam też się dogadam i jak przyjemnie usłyszeć ten język i merci na koniec, a ja z danke wyskoczyłem z przyzwyczajenia 😁

Wrażenia ? Niesamowite widoki i bardzo przypominające Słowację – po jednej stronie góry wysokie po drugiej niższe. Generalnie gdzie się nie popatrzy to je widać. Najśmniejsze jest to, jak się zmienia kanton z niemieckojęzycznego na francuskojęzyczny. Nawet nie wiedziałem kiedy to się stało, dopóki nie zaczęło mi coś nie pasować. Kierowcy jakby bardziej nadpobudliwi – trąbią, świecą długimi, nagle skuter mnie wyprzedza na autostradzie, a oznaczenia jakieś inne – no tak są po francusku 😁

Oznaczenia dróg – jak się jeździ cały czas po Niemczech to każde będą dziwne, ale po zrozumieniu logiki szwajcarskich już nie miałem problemu – są ok.

Co mi się podobało ? Różne języki, piękne widoki, dużo fajnych aut w tym zabytkowych, a nie tylko Audi, BMW, MB i VW. Piękne widoki, tunele (w jedną stronę naliczyłem ich 15), ograniczenie w nich do 100 km/h a nie jak w Niemczech dziwne 80 km/h. Piękny kraj, który jak Norwegia udowadnia, że można istnieć poza UE.

Co mi się nie podobało ? Ruch taki sam, albo większy jak w Niemczech, w Zurychu utknąłem w kilku totalnych korkach. Ceny kosmos, do tego dochodzą koszmarne ceny za roaming, ponad 30 zł za 1 MB, więc pierwsze co się robi to wyłącza dane komórkowe. Kierowcy jakby bardziej nerwowi, może przez masę fotoradarów na każdym kroku.

Podsumowując: piękny kraj, a że górzysty to dla mnie nic więcej nie trzeba. Piękny koniec tygodnia.

Okolice Nadrenii i Badenni …

Kręcę się ostatnio w pięknych okolicach, do tego pogoda jest po prostu przepiękna. Dzisiaj w porywach było nawet 10 stopni i piękne słońce, aż czuć wiosnę. Ptaki też to czują, bo wszędzie słychać ich ćwierkanie. Tylko śnieg na szczytach gór Schwardzwaldu przypomina, że ciągle mamy zimę.

W miejscu gdzie miałem rozładunek trochę postałem, nieopatrznie na włączonym systemie start – stop, który w momencie kiedy wyłączy silnik, jak się dopiero przekonałem, błyskawicznie rozładowuje akumulator. No i pierwszy raz nie odpaliłem auta. Na szczęście pomocny kierowca ciężarówki w firmie obok użyczył mi napięcia i renówka z miejsca odpaliła. Ale stresu trochę miałem 😁

Weekend w Bremerhaven …

szczęście do pogody w weekend powróciło. Pozornie wyglądało to inaczej bo niebo zachmurzone i wieje niesamowicie. Więc gdzie to szczęście ? Dzięki takiej pogodzie mogłem zobaczyć sztorm w porcie, może nie jakiś wielki bo jednak są falochrony, ale kilka razy rozbijające się o brzeg fale mnie dosięgły.

Samo miasto znam, miałem już załadunek i rozładunek w porcie. No ale dzisiaj na spokojnie piechotą je pozwiedzałem, głównie cześć przy samej wodzie. Ponieważ z autohofu, na którym stoję jest trochę km do centrum to w sumie wyszło 20 km spacerku często pod wiatr co czuję jeszcze w nogach.

Wrażenia ze zwiedzania ? Dzięki pogodzie nie można się było nudzić, a że z sentymentu lubię miasta portowe (bo sam w takim mieszkam) to dobrze się tutaj czuję. Kilka smaczków architektury nowoczesnej np. Muzeum Klimahaus Bremerhaven 8 ° Ost czy hotel w kształcie żagla z daleka rzucają się w oczy. Zresztą sami zobaczcie:

Taka ciekawostka …

Nie wiem czy wiecie, ale w Niemczech niedługo rozpoczną się testy hybrydowych (elektryczno-spalinowych) ciężarówek, pobierających prąd poprzez pantografy z sieci trakcyjnej podobnie jak znane nam trolejbusy. Kiedy ostatnio mijałem Frankfurt nad Menem to praktycznie trakcja była już gotowa, więc może niedługo zobaczę takie cudo. Dzisiaj akurat przejeżdżałem koło Lubeki, gdzie na A1 też budują taki odcinek testowy i przy okazji zrobiłem zdjęcie:

Niemcy nie są pierwsi, podobno w Szwecji już jest testowane to rozwiązanie.

Ciężkie rozładunki …

a właściwie, ciężkie miejsca. Domyślałem się ładując towar wczoraj, że miejsca określone jako placówki banku w Hamburgu to może być niezła mina. I faktycznie tak było, oddziały banku położone przy wąskich i ruchliwych uliczkach. Musiałem się wspiąć na wyżyny umiejętności w manewrowaniu, a i tak trochę poblokowałem ulice. No nic, nie ma co się przejmować – wrzuca się awaryjne i tyle. Przecież nie dam rady lewitować nad ulicą gdy nie ma gdzie stanąć.

Przy okazji zwiedziłem z okna samochodu piękną dzielnicę rezydencji położonych nad Łabą w Hamburgu, które ciągną się wzdłuż długiej ulicy Elbchaussee. Niesamowite budynki wybudowane na wzniesieniu z widokiem na rzekę. Widzę, że jeszcze sporo mi zostało do zobaczenia w tym mieście.

Przy okazji po raz kolejny przejechałem autem przez samo ścisłe centrum i to bez korków. To chyba najczęściej odwiedzane przeze mnie duże niemieckie miasto i coraz bardziej mi się podoba.

Gdyby nie drzewa i temperatura pomyślałbym, że jest wiosna …

na serio, miałem rozładunki a potem załadunek w okolicach Würzburga. Nie przypadkiem jest tutaj tyle upraw winorośli. Okolica jest piękna, szczególnie jak się zjedzie z autostrady. Słońce tak cudownie grzało przez szybę i pięknie świeciło, że miałem wrażenie, iż to już wiosna przyszła. Do tego piękne, górzyste krajobrazy. Gdy tylko dni staną się dłuższe i będzie czas to częściej będę omijał autostrady w takich okolicach.