Marzenia ….

Marzenia trzeba starać się zrealizować. Jako dzieciak do tej pory pamiętam pocztówkę od cioci, która akurat zwiedzała Lazurowe Wybrzeże. Zobaczyć Paryż i Lazurowe były moimi marzeniami. Z Paryżem się udało wcześniej – w końcu ciocia tam mieszka, choć śmieszne, że stało się to tak późno. Teraz przyszedł czas na Lazurowe Wybrzeże. To również jest komiczne – w dzisiejszych czasach prawie 45-letni człowiek dopiero jest w miejscu, gdzie w dzisiejszych czasach chwilka lotu samolotem lub sporo h jazdy autem bez problemu realizuje to marzenie. Nie będę się zagłębiał się w szczegóły dlaczego tak to wyszło. Zrobiłem bardzo wiele głupot aby to osiągnąć, a rozwiązanie było o wiele bardziej proste. Przykre, że na to wcześniej nie wpadłem tylko szarpałem się z nudnym życiem, które prowadziłem bez możliwości poznawania takich miejsc, To co piszę zrozumie tylko taki wariat jak ja😁 Szkoda, że sam, ale na 45 urodziny ciągle jeszcze będę na Lazurowym Wybrzeżu – tam gdzie powinienem być już wiele lat temu.

 

Aeroport Lille -> Aeroport Marsylia ….

Ostatni piątek – już myślałem, że „zakwitnę” w Lille. Znana okolica, już raz byłem tutaj na weekend, pogoda nieszczególna, zimno -2 stopnie C. Po porannym rozładunku stanąłem w okolicy w oczekiwaniu na kolejne zlecenie. Godziny mijały, zdążyłem się zdrzemnąć po poprzedniej trasie z Mediolanu. I dobrze zrobiłem bo o 16 wpadło zlecenie – załadunek na lotnisku w Lille z dostawą na lotnisko … na Lazurowym Wybrzeżu czy jak to woli riwierze francuskiej, a dokładniej okolice Marsylii. Trasa ponad 1000km „nacjonalkami”, bo jak zwykle nikt za autostradę nie dopłaci. No i dobrze – nie lubię autostrad, łatwiej można zasnąć z nudów. No, a że 16h zamiast 10h ? Trudno, jest cała noc, bo towar trzeba dostarczyć w sobotę do godziny 14-stej. Świadomość kierunku i to, że 1000km wpadnie do puli skutecznie motywuje do jazdy 🙂

Trasa minęła bez większych niespodzianek, 15 minut snu w chwili kryzysu i cel osiągnięty. O poranku szybko zapomniałem o śnie 🙂

Prowadzenie bloga = dostęp do internetu …

Jednym z krajów, które często odwiedzam, a w którym nawet obecnie jestem to Francja. I tutaj porada, zarówno dla kierowców jak i kogoś kto dużo podróżuje po Europie. Niestety EU umożliwiło operatorom komórkowym stosowanie dopłat za roaming jeśli koś przebywa częściej w jego zasięgu. I tak mój „kochany” operator Orange po 4 miesiącach mojej jazdy stwierdził, że chcę go oszukać i zastosował tzw.”politykę uczciwego korzystania z roamingu”. Co to znaczy ? Że średnio miesięcznie musiałem dopłacać ok. 100 zł do rachunku i to przy oszczędnym korzystaniu z internetu.

No i tutaj wracamy do Francji. W tym kraju jest chyba najlepsza oferta na rynku operatora Free Mobile. Za niecałe 20 EUR miesięcznie mamy 100GB danych we Francji i 25GB w roamingu. Dzięki temu znowu mogłem pomyśleć o prowadzeniu tego bloga. Kartę SIM możemy kupić w jednym z automatów, ich lista jest na ich stronie. Sama karta kosztuje jednorazowo 10 EUR, do rejestracji potrzebujemy adres korespondencyjny we Francji – może być jakikolwiek, oraz karta płatnicza czy kredytowa, którą zapłacimy za usługę.

Co się zmieniło ???

Przede wszystkim samochód, z dodatkowym miejscem z tyłu tzw. „back space”, czyli podobnie jak w większych autach, choć oczywiście nie może się z nimi równać.
Przepraszam  za bałagan 😉

Ponieważ przyzwyczaiłem się do tzw. „kurnika” czyli spania na dachu wybrałem opcję z dwoma miejscami do spania. Jak to działa, kiedy się jeździ w pojedynkę ? U mnie dół to część dzienna, gdzie zamontowałem TV pełniący też funkcję monitora, pod łóżkiem są schowki, jest rozkładany stolik. Jeśli jest czas tylko na krótką drzemkę to też raczej wybieram dolne spanie. Jednak jeśli chcę się wyspać to wskakuję na górę do „kurnika”. Czuję się tam bezpieczniej, jest szerzej i mam obustronne uchylne okienka co daje przewiew w ciepłe dni czy noce.

Sam samochód to oplowska wersja Renault Master czyli Opel Movano, który poza nazwą i znaczkiem niczym się nie różni od Renówki. Zabudowa 8 paletowa – przy tej kabinie to optymalny wybór. Dalej mamy samochód, którym wjedzie się prawie wszędzie 👍

No to jedziemy …

Zaczynam prowadzić bloga na nowa w środka stycznia, choć pozmieniało się – mam nadzieję na lepsze – od 2 grudnia 2019 roku.
Dzisiaj stoję w mieście Brescia, miasto regionu Lombardia we Włoszech oczywiście.
Trasa z Kolonii (w Niemczech oczywiście ;-)), a dokładnie z targów chyba wyposażenia wnętrz, czyli branży mi dosyć znanej z poprzedniej działalności. No, ale ja nie o tym – kto podejmował lub zrzucał ładunek na jakichkolwiek targach wie ile z tym problemów. Z tego względu wyjechałem dosyć późno bo około 14-stej. Odległość prawie 1000km, trzeba ominąć z towarem na pace Szwajcarię, więc kierunek na Innsbruck i przełęcz Brennero.
10km przed adresem mały parking, 4h snu czyli w sam raz 😉 i o 8 melduję się na miejscu. No i zupełnie niepotrzebnie, ponieważ to sklep czynny dopiero od godziny 10. No, ale wszystko pozytywnie zakończone, niestety poza tym, że mamy drugą połowę stycznia i kiepsko z ładunkami. Tak więc dzisiaj przerwa, miejmy nadzieję, że jutro coś się ciekawego znajdzie 👍