Z Fryburgiem nie wyszło, ale wycieczka była cudowna …

Jednak szczęście do pogody mnie nie opuściło. Niesprzyjające połączenia do Fryburga zmusiły mnie to zwiedzenia okolicy. I to było kolejne szczęście – bo w końcu ile można zwiedzać miasta ? Okolice miejscowości Schallstadt to przede wszystkim winnica górująca nad miasteczkiem, ale też i okoliczne pola i łąki. Coś pięknego szczególnie przy takiej pogodzie. Niestety mam problem z dodaniem fotek, ale nawet one nie oddają uroku tych pięknych miejsc.

Przeszedłem coś koło 14-15 km i wcale nie chciało mi się wracać. Nawet w Chorwacji nie zdarzyło mi się chodzić wśród winorośli – w sumie sam nie wiem dlaczego. Nawet udało mi się skubnąć pozostałości winogron – niesamowicie słodkie.

Piękne miejsce, które kolejny raz potwierdza, że Niemcy to malowniczy kraj. Do tego widok pobliskich gór, ehhh trzeba poprawić kondycję bo one mnie cały czas wzywają wiedząc jak bardzo je kocham …

Paradoks ? …

Nigdy nie przejechałem tylu kilometrów samochodem w tak krótkim czasie i nigdy nie pokonałem tylu kilometrów na piechotę – teoretycznie sprzeczne ze sobą stwierdzenia dotyczące tego samego okresu czasu. Jednak tylko pozornie – dzięki temu, że jestem ciągle w różnych miejscach to mam ochotę na zwiedzanie okolicy. Siedząc na miejscu i będąc w kiepskim stanie psychicznym nawet nie chciało mi się wychodzić z domu bo i po co ? Praca mnie dobijała, otoczenie znam – jaki to ma sens dla kogoś takiego jak ja, który szybko się nudzi znajomą okolicą ? Dzisiaj 15 km na piechotę i nie ma weekendu abym mniej więcej tyle nie zrobił. No, a to dopiero początek – nie mogę doczekać się długich dni, gdzie w tygodniu będzie można skoczyć na krótki spacerek.

Nie chce mi się spać …

Coś ze mną nie tak, stoję właśnie w okolicach Fryburga, dojechałem tutaj około 1 w nocy, wziąłem prysznic i zleciało do prawie 3 w nocy, a zrobiłem dzisiaj 1075 km. Przejeżdżam tą trasą już któryś raz i ciągle mi się nie nudzi. Przeprawa przez góry w okolicach Kassel to dalej wyzwanie, choć tym razem na pace mam tylko 500 kg, a zdarzyło mi się już jechać z 1500 kg. No, a Frankfurt nocą za każdym razem mnie zachwyca.

Niestety szczęście do pogody mnie chyba opuściło, ponieważ pada deszcz, ale mam nadzieję że nie pokrzyżuje to moich planów zwiedzania Fryburga. Ewentualnie podjadę bliżej miejsca docelowego bardziej w górach i przy granicy ze Szwajcarią, ale o tym będę myślał dzisiaj jak się wyśpię. Dobranoc.

Siegburg …

Weekend spędzam w mieście Siegburg. Swą nazwę zawdzięcza rzece Sieg, która przez nie przepływa.

Miasto urokliwe, cały czas góruje nad nim zamek, o którym niestety mało co wyczytałem w internecie. Szpeci go dobudowany i połączony z nim nadziemnymi kładkami nowoczesny budynek. Nie wiem kto na to pozwolił, ale wygląda na to, że jest on w prywatnych rękach . W każdym bądź razie niewiele jest do zwiedzania poza samą architekturą i przyjemnym parkiem naokoło.

Samo miasto ma wydzieloną na deptak sporą cześć ulic w centrum, łącznie z częścią targową. Powoli widać akcenty świąteczne: rozkręca się jarmark gdzie można napić się grzanego wina, na placu stoi choinka choć jeszcze bez ozdób.

Kto mnie zna wie, że za świętami nie przepadam, ale muszę przyznać że niemiecki zwyczaj organizowania jarmarków bożonarodzeniowych jest bardzo klimatyczny. Widać typową dla tego narodu chęć wspólnego biesiadowania na świeżym powietrzu. Jak zwykle nie mogę się powstrzymać od porównania – u nas święta wydają się smutniejsze, bardziej nadęte. Może to moje podejście do nich sprawia, że źle je oceniam …

Fotki wrzucę jak będę w zasięgu jakiegoś wifi, nie wiem dlaczego ale wrzucanie fotek na bloga pożera bardzo mocno cenne gigabajty 😁

P.S. Za to my jesteśmy lepsi w skokach narciarskich 😁👍

Od granicy do granicy …

Z Zagłębia udałem się dzisiaj pod niemiecko-czeską granicę, a dokładnie do miasta Chemnitz. Pilny ładunek – bez tych części produkcja by stanęła. Oczywiście udało się do 17-stej pokonać ponad 500 km trasy. Jutro załadunek w pobliskim Zwickau, ale to szybka trasa w okolicy, dopiero potem konkretny załadunek z miejscem docelowym pod niemiecko-francuską granicą.

Trochę szkoda, że w tej spedycji główne trasy to Niemcy, ale z drugiej strony nie grozi mi ekspres 3000 km w 48h 😁 Choć zimą nie pogardziłbym takim kursem np do Hiszpanii 😁

III wyjazd rozpoczęty …

Po tygodniu leniuchowania znowu jestem na trasie. Liczę na ciekawe kursy, ale przede wszystkim na jesienne i zimowe widoki. Na autostradzie widać już, że pogoda gorsza do jazdy. Rano wbite bokiem w ciężarówkę Porsche, a popołudniu niestety polski bus (taki jak mój) władował się w tył ciężarówki. Mam nadzieję że kierowcy żyją, ale nieciekawie to wyglądało. No nic, trzeba uważać. Na poprzednich wyjazdach ani razu nie widziałem takich drastycznych wypadków

Dzisiaj pierwszy rozładunek miałem w środkowych Niemczech, jutro rano pozostała część w Zagłębiu. Super, że parking z prysznicem, na którym stoję jest 7 km od jutrzejszego miejsca rozładunku.

Święto Reformacji w mieście Wismar ….

II wyjazd już za mną. Siedzę w domu i spróbuję trochę uzupełnić blog szczególnie, o krótką notkę z odwiedzin w nadbałtyckim mieście Wismar.

Przede wszystkim po raz pierwszy załapałem się na niemieckie Święto Reformacji obchodzone 31 października w kilku landach w tym m.in. w Meklemburgii-Pomorze Przednie, w której akurat przez ostatnie dni października i pierwsze listopada przebywałem. Co ciekawe 1 listopada tutaj był już normalnym dniem pracy. Tak więc przy okazji święta miałem czas pozwiedzać niewielkie miasto Wismar, w pobliżu którego akurat byłem.

To już kolejne miejsce z atrakcją turystyczną wpisaną na listę UNESCO – tym razem znalazło się na niej stare miasto – faktycznie bardzo ładne.

Ponieważ interesowałem się kiedyś dosyć mocno historią to zaraz nazwa tego miasta skojarzyła mi się z jakimś historycznym faktem, o którym musiałem kiedyś czytać. I rzeczywiście – w latach 1628 – 1632 swoją siedzibę miała tutaj flota wismarska, której podstawą od roku 1629 była polska flota wojenna króla Zygmunta III Wazy – o niej musiałem kiedyś czytać choćby w szkole. Były to czasy wojny trzydziestoletniej. W latach 1648 – 1803 miasto było pod panowaniem szwedzkim, a ostatecznie Szwecja zrzekła się praw do niego dopiero w roku 1903. Zainteresowanych odsyłam do źródeł, a sam skupię się na wrażeniach ze zwiedzania.

Nie wiem czy cały czas będę miał takie szczęście do pogody, ale było pięknie i słonecznie choć już zimno. Mimo święta turystów niewielu, samo miasto bardzo urocze, starówka malownicza, wrażenie robią kościoły szczególnie w swej surowości wnętrz.

Poniżej kościół św. Jerzego:

 

Poniżej kościół św. Mikołaja:

Poniżej kościół Mariacki – najstarsza budowla miasta, niestety po ostatniej wojnie pozostała tylko wieża:

Poniżej inne ciekawe budowle:

Rynek jeden z większych w Niemczech o wymiarach 100×100 metrów wraz z ratuszem miejskim:

Rotunda na rynku pełniąca funkcję studni miejskiej. Do 1897 roku była jedynym ujęciem wody pitnej w całym mieście (doprowadzono ją ze źródła odległego o 4 km):

Na osobną uwagę zasługuje niewielka (po Hamburgu każda będzie dla mnie niewielka), ale bardzo atrakcyjnie zrewitalizowana dzielnica portowa:

Oczywiście można tutaj zjeść bułkę z rożnego rodzaju rybkami, a przede wszystkim pospacerować.

Warto przyjechać do tego miasta choć na chwilę. Może i jest niewielkie, zwiedzania wystarczy co najwyżej na jeden dzień, ale czuć tutaj klimat jego historii, do tego związanej w pewnym momencie z historią naszego kraju. Co ciekawe zanim pojawiła się nazwa Wismar (pierwsza wzmianka w 1229 kiedy to miasto otrzymało prawa miejskie), swój gród o nazwie Wyszomir mieli tutaj Słowianie.

O dawnej sile tego miasta świadczy choćby fakt, że razem z innymi obecnie większymi miastami Rostock i Lubeka tworzyło Związek Hanzeatycki – unię handlową miast Europy Północnej z czasów średniowiecza i początku ery nowożytnej.

Pozostałe fotografie z wycieczki: