Wrażenia z Würzburga …

No cóż, przeszedłem wczoraj w sumie 17 km. Zdecydowanie jest co zwiedzać w tym pięknym mieście. Śmiało mogę je porównać do naszych zabytkowych miast. Miałem natomiast to szczęście, że trafiłem na festiwal muzyków ulicznych. Nie wiem czy w każdą sobotę jest tam taki klimat, ale wczoraj był rewelacyjny. Co ulica to inny muzyk czy zespół. Niestety, muszę zainwestować w kijek do smartfona, ponieważ ciężko było się dopchać aby cyknąć fotkę.

Co jeszcze rzuciło mi się w oczy – no cóż gdy czytam, jak w naszych miastach walczą różnego rodzaju aktywiści o to, aby można było pić piwo poza ogródkami piwnymi tutaj kupuje się je na ulicy, można chodzić gdzie się chce, nikogo to nie gorszy. Co więcej m.in. na Starym Moście przechadzają się turyści z – o zgrozo – kieliszkami białego wina, z którego zresztą słynie to miasto. U nas sypałyby się mandaty, aż miło. Nie zauważyłem też żadnych funkcjonariuszy, którzy musieliby pilnować tego alkoholizującego się tłumu 😁 Może inna tutaj jest kultura picia, a może jeśli czegoś się nie zakazuje to i społeczeństwo potrafi to bardziej docenić i nie awanturuje się.

Jakie zabytki zrobiły na mnie największe wrażenie ? Z pewnością nr 1 to barokowy Pałac Arcybiskupi. Porównują go czasami do Wersalu, na którym akurat byłem i jest to lekką przesadą, ale i tak robi wrażenie:

Drugie miejsce to twierdza, na którą trzeba się wdrapać, ale jest tego warta, szczególnie ze względu na widok rozpościerający się z niej na całe miasto:

Trzecie miejsce to Stary Most przypominający trochę ten praski. Choć większe wrażenie zrobiła na mnie przepływająca pod nim barka wycieczkowa. Na oko miała ze 150-200 metrów, a wpływała w wąską śluzę na styk (różnica poziomu chyba zrobiona po to aby wyższe jednostki mogły pod mostem przepłynąć, ponieważ główny nurt rzeki jest wyżej):

Komunikacja miejska jest dobrze zorganizowana, opiera się głównie na tramwajach. Z pobliskiego osiedla udało mi się dojechać jedną linią tramwajową nr 5 do samego centrum. Niesamowity jest widok jak wagony dosłownie przebijają się na rynku przez tłumy ludzi, którzy wykorzystują torowisko do spacerów:

Naprawdę warto nawet przejazdem zatrzymać się tutaj choć na chwilę aby poczuć ten klimat, a najlepiej jeszcze trafić na sezonowe atrakcje jak wspomniany wcześniej festiwal muzyków ulicznych.

Na koniec pożegnały mnie lwy pilnujące mostu drogowego:

Spokojny dzień…

W przeciwieństwie do wczorajszego dnia ten upłynął spokojnie. W dalszym ciągu jestem w wyżynnym jeśli nie górskim klimacie. Ma to swoje dobre jak i złe strony. Krajobrazy piękne, drogi kręte no ale jak się wiezie ładunek szczególnie delikatny to już tak bezstresowo nie jest. Powoli jednak przestaję przejmować się innymi kierowcami i tam gdzie kiedyś pędził bym 100 km/h jadę 70-tką lub wolniej. Ma to tą zaletę że mogę dłużej i dokładniej podziwiać mijane krajobrazy.

Fajnie, że w taki dzień można znaleźć czas na spacer po okolicznych miasteczkach i zauważyć, że to już pora kasztanów. Czy mi się wydaje, czy te są większe niż nasze krajowe ? 🙂

Zwariowany dzień…

Co jakiś czas jak myślę, że nic mnie nie zaskoczy to przydarzają mi się dziwne sytuacje. Miałem być o 7 na rozładunku, przyjeżdżam o 6:30 do fabryki elementów stalowych i zastaję pracownika firmy, która sprzedaje zakupione tam śruby pewnej znanej marce samochodowej. Facet siedzi w busie, przed nim kosz ze śrubami i każdą z nich wyjmuje, nakręca nakrętkę w celu sprawdzenia jakości. I tak w sumie 300 kg więc chcąc nie chcąc siadłem z nim i pobawiłem się w kontrolera jakości. Dzięki temu wyjechałem o 11, a tak czekałbym do 13-stej przynajmniej. Dobrze chociaż, że wszystko odbyło się w tak pięknych okolicznościach przyrody 😉:

Trochę górek…

Belgia (i przelotem Holandia) zaliczona. Dzisiaj pauza w okolicach Bad Hersfeld, jutro rano załadunek. Piękna trasa, trochę górek, jadąc zachód słońca dawał światło w plecy przez co widoki były przepiękne. Szkoda, że nie było gdzie się zatrzymać aby strzelić fotkę 🙁 No a jak już się zatrzymałem to ciemno i gór nie widać. Może jutro się uda.

Z praktycznych uwag – nie bierzcie za dużo chleba, ja dzisiaj prawie cały bochenek wywaliłem bo nie dało się go już zjeść, a minęły raptem 3 dni. Niby polecali wiejski dla kierowców, ale chyba nie na takie upały.

Jutro 6:00 pobudka , ciekawe co tym razem i gdzie zawiozę 🙂 Dobranoc !

Pożywienie…

Nie na lekko, trzeba przyzwyczaić się do biwakowego życia, ma to swój urok, ale jest i lekko absorbujące przynajmniej na razie. Za to codziennie gdzie indziej obiad o ile będzie czas tak jak dzisiaj (rozładunek dopiero jutro 8 rano). Przerwa na rosołek mojej kochanej żony 🙂